Jem kanapkę z kiełkami i ogórem, jednocześnie czytając wywiad, w którym Lennon opisuje swoje pierwsze doświadczenie z LSD:

Szliśmy ulicą i rechotaliśmy, a ludzie wokół nas krzyczeli: „Wybijmy okno”. To był obłęd. Po prostu nam odbiło. W końcu weszliśmy do windy i wszystkim nam wydawało się, że wybuchł w niej pożar. To była tylko taka mała, czerwona lampka, a my po prostu darliśmy się wniebogłosy – czysta histeria. Wjechaliśmy na górę, bo ta dyskoteka była na którymś tam piętrze. No i winda zatrzymuje się, drzwi się otwierają, a my wszyscy krzyczymy „Aaaaaa”, widzimy, że to klub, wchodzimy, siadamy, a tu stół zaczyna się nagle wydłużać (…) Jakiś wokalista podszedł do mnie i zapytał: „Mogę z wami usiąść?”. A ja na to: [głośno]: „Jeżeli tylko nie będziesz nic mówić” [śmieje się], bo po prostu nie mogłem myśleć.

Nagle budzi się Karolinka:
– Co masz? – pyta.
– Kiełki.
– Daj.
– Masz.
Przełknęła kęs i pyta:
– Ej, a jest taka godzina naprawdę: jedenasta pięćdziesiąt? W ogóle na świecie?
– No jest, a co?
– A bo mi się śniło, że nie ma…

A propos powyższego…