Wydawałoby się, że taka biała ściana ma niewiele do przekazania. A jednak, gdy usiąść naprzeciw niej na 20 minut, a następnego dnia usiąść znowu, i znowu, nieruchomo, jak najbardziej nieruchomo się da, śledząc wyłącznie własny oddech, wszystko się zmienia. Przestaje być tak agresywnie skomplikowane, niespokojne i bolesne. Lęk przed tym, co może się stać wdrapuje się na kolana, zwija się spokojnie w kłębek i śpi, a my możemy go pogłaskać i… pokochać. Tak na chłopski rozum, to on już nawet nie jest lękiem. Jest biedny i nieszczęśliwy.

Trzeba tylko zostawić myśli sobie. Skupić się na wdechu, potem na tej króciutkiej pauzie, która po nim następuje, a potem na wydechu. W tym momencie umieramy. Aż tu nagle budzi się nowy oddech i żyjemy znów. I znów umieramy. I tak co sekundę. Co sekundę pojawia się nowe życie. Zawsze. Ale najwyraźniej widzi się to siedząc i obserwując. Nie ma tu miejsca na martwienie się o to, co będzie po tej sekundzie. Owszem – jest miejsce na szukanie pracy, na robienie planów itd., ale nie po to, by uśmierzyć lęk. Tak po prostu, po to, żeby szukać, planować. To samo w sobie też jest życiem. Troszczę się o to, co się stanie, jeśli nie będę miał ani grosza. Ale nie martwię się o to. Ta subtelna różnica jest poza moimi zdolnościami do wyjaśnienia, ale nie poza zdolnościami do postrzegania. Bo to właśnie postrzeganie świata, a nie czytanie czy „myślenie” słów ma z naszym życiem najwięcej wspólnego.

Myśli i słowa wciąż kotłują się w naszej głowie. Nie musimy im przeszkadzać. Niech sobie robią co chcą. My mamy oddech. Mamy tę chwilę. Jesteśmy w niej. Jesteśmy nią. Gdy zauważam, ze zgubiłem oddech, po prostu wracam do niego. Nie muszę go sztucznie wydłużać czy pogłębiać. Po prostu obserwuję go dokładnie takim, jaki jest. A że po kilku chwilach koncentracji sam uspokoi się, przeniesie się na przeponę, wydłuży – tym lepiej dla zdrowia.

To takie proste! Nie wiem, czy trzeba na to, czy nie tych dwóch lat raczej mniej niż bardziej regularnej medytacji, które mam za sobą, ale to pomaga. Choć nie wiadomo jak, nie wiadomo na co właściwie, a czasem to nawet nie wiadomo po co :)

A propos powyższego…