Czasami tyle mam do napisania, do powiedzenia, do wykrzyczenia, wyszeptania i przemilczenia, że mój wąziutki jeszcze i niewyrobiony kanalik wysłowienia zatyka się i nic nie chce z niego wypłynąć. Wiem, że gdybym któryś z tematów rozpoczął, nigdy nie skończyłbym pisać. Musiałbym przerwać i powstałby wielki strzęp nie wiadomo czego.

Znów inne święta, morze zimą, cudowne współprzebywanie, niesamowity klimat okoliczności sylwestrowych, jazda pociągiem przez słoneczne i zielone równiny pod czerwonawo-żółtawym słońcem, teologiczne dyskusje z Chickiem, nowe plany na przyszłość, Beatlesi, nowy tom wierszy Cohena, gry fabularne, do których wróciłem po sześciu latach to tylko część wątków z ostatnich dwóch tygodni. Ta część, która tłucze się akurat przy wylocie kanaliku wysłowienia.

Nic nie będę pisał, oprócz tego, że już wyzdrowiałem w 95%. Zapewne stało się to również dzięki Waszym przemiłym życzeniom, za które dziękuję.

A propos powyższego…