Z mglistego listopadowego nieba wyłaniają się postaci – gniew, pycha chciwość… Były tu zawsze, ale nie aż tak wyraźnie widoczne. To, na czym lub na kim komu zależy, to, co nieporadnie ukrywane głęboko tkwi w ludziach, szacunek dla jednych, brak szacunku dla drugich, animozje, nagromadzenia…
Demony, demony… Widać je wyraźnie w bladych płomieniach listopada. Pojawiają się i spalają, wydając jeszcze jeden przeciągły, piskliwy wrzask, który rozpada się na porywany przez echo krzyk tysięcy wron.
Listopadowa mgła to parujące łzy skrzywdzonych.