Obejrzałem The Last Waltz Martina Scorsese’a o ostatnim koncercie zespołu The Band. Takie filmy wzbudzają we mnie emocje jak u małego chłopca – podziwu pomieszanego z zazdrością i chęcią do działania, grania, śpiewania, zabawy w wielki zespół.

Ale jak mam się bawić, skoro mam 26 lat? Nie mam jeszcze dzieci, z którymi mógłbym. A nawet gdyby udało mi się założyć zespół, to taka muzyka nie jest już w modzie.

Chyba znów muszę wejść do starej szafy dziadka, gdzie trzyma on wehikuł czasu, nastawić datę na lata 60., miejsce na Greenwich Willage, Missisipi albo Nashville i trochę tam zabawić…

A propos powyższego…