Trzy dziwne dni w trasie, nowo poznani starzy znajomi, nowo poznane stare miejsca, wspólne śpiewanie, opowieści i droga.

Marek opowiadał jak to w stanie wojennym palili czasem herbatę w fajkach, bo nie było tytoniu. Odpowiedziałem:
– Nasze pokolenie nie potrzebuje stanu wojennego, żeby palić herbatę.

Moja i Patrycji obecność dodała do wszystkiego szczyptę absurdu i pozytywnego bezsensu. Pewnej całości dopełniał też Robert, który zanim wszedł na scenę, by wykonać kilka swoich pieśni, rzucił do nas:
– Idę nadciągać.

Oczywiście zazen w warunkach trasy nie było możliwe, lecz medytacja w ogólniejszym sensie – owszem.

Najgorszym moim wrogiem jest gniew. Nie potrafię go pokonać. Wypala się długo w mojej głowie w postaci urojonych dialogów. Czasem nagle umysł ulega samozapłonowi i wtedy jest najgorzej, bo gniewne myśli płyną ku zupełnie przypadkowym, czasem nieznajomym, czasem najbliższym osobom.

A propos powyższego…