Gdy tylko spontaniczność staje się dla mnie ważna, wzmacnia się moje zamierzenie bycia spontanicznym; nie mogę się go pozbyć, choć jest to jedyna rzecz, która stoi na drodze do spełnienia samej siebie. To tak samo, jakby ktoś dał mi lekarstwo i ostrzegł mnie, że nie poskutkuje, jeśli zażywając je, będę myślał o małpie.

Pamiętając, aby zapomniec o małpie, znajduję się w sytuacji „podwójnego związania”, w której „robić” znaczy „nie robić” i na odwrót. Z „tak” wynika „nie”, a z „idź” wynika „stój”. W tym momencie zen podchodzi do mnie i pyta: „Skoro nie możesz przestać myśleć o małpie, czy robisz to celowo?” Innymi słowy: czy mam zamiar mieć zamiar, czy mam cel w tym, że mam cel? Nagle uświadamiam sobie, że właśnie owo zamierzenie jest spontaniczne, czyli że moje kontrolujące „ja” – ego – bierze się z mojej niekontrolowanej i naturalnej istoty. (…) Jak powiedział pewien mistrz zen: „W tym momencie nie pozostaje ci nic innego, jak tylko szczerze się roześmiać.

A propos powyższego…