Wrzesień – miesiąc pożegnań, końców, zmian i odchodzenia. Ciche, blade niebo, ciemne mieszkanie, dosłowność miękkiego dywanu, jednoznaczność zimnych ścian, ewidentność zimnego powietrza. Ostatnie wesołe zabawy małych ptaszków nad drzewem przy murze, zupełnie niepasujące do matowości poranka.

Co roku jest taki dzień, zawsze na samym początku września, jakby ktoś nagle rzucił zaklęcie na świat. Przedmioty usypiają, powietrze nieruchomieje tak jakby w oczekiwaniu, nawet wiatr tak naprawdę go nie rusza. Od wszystkiego zdaje się odbijać echo.

A kiedy w życiu obecne jest coś naprawdę ciepłego, jak pierwsze spojrzenie ukochanej osoby o ósmej rano, jak poranny pocałunek, jak wyszeptane „kocham cię”, wtedy staje się to jeszcze cieplejsze w kontraście z zimnym tak naprawdę wrześniem.

A propos powyższego…