Wszyscy znają wszystkich. Znalazłem na Grono.net człowieka, który jako awatara wstawił zdjęcie, na którym gra na scenie na gitarze. Kiedy powiększyłem fotkę, rozpoznałem twarz siedzącego za nim perkusisty – jednego z moich nowych znajomych. Ponadto okazało się, że ów chłopak kojarzy mnie przez Miętusa i swoją siostrę – pierwszą osobę, jaką poznałem w Radomsku i z którą współpracuję zarówno ja, jak i Miętus!

A wczorajszy wieczór był jak film Kusturicy. Poznałem właściciela jedynej chyba knajpy w miasteczku o ambicjach artystycznych. Po wysłuchaniu płytki z moimi nagraniami zadzwonił do mnie i umówiliśmy się w lokalu. Po dwóch piwach dał mi żelazny hełm, zapinany od spodu rzemieniem, wsadził na tył rozklekotanego nieco skutera i popędziliśmy po moją gitarę. Pierwszy raz w życiu jechałem czymś większym od roweru, a mniejszym od samochodu i było pięknie, mimo, że podchmielony kierowca dodawał ostro gazu na każdej prostej.

Potem grałem jakiś SDM, jakiegoś Kelusa, którego piosenki trochę kojarzył jeden z członków przemiłej gromadki, jaka się wokół nas zebrała. Jego dziewczyna rozpromieniona na dźwięk „Bieszczadzkich aniołów”… Dawno nie grałem tych kawałków, znudziły mi się, ale teraz z radością się nimi dzieliłem. Jeszcze coś Kleyffa, coś własnego, znów SDM, po drodze kolejny browar i już goście muszą jechać. Mimo, że o siódmej wstaję do pracy, siedzę z właścicielem i gadamy o kobietach, o dzieciach, o życiu, o miłości, o spełnieniu, o szczęściu, o nieszczęściu, o innych sprawach wiecznie aktualnych, opowiadamy sobie nasze życia, pijemy ostatnie piwo.

Potem widzę, jak wynosi brudne kufle do kontenera na śmieci.
– Przywożą nowe, według nowego wzoru – mówi. – Tych już nie będę używał. A co, chcesz? Umyjesz sobie już sam?
I dostałem kufel Lecha.

Zataczając się lekko ulicą Reymonta, roześmiałem się w oczy czuwającym kamienicom. Takie nocne, podchmielone wracanie daje mi zawsze bardzo dobry kontakt z miastem. Oswaja się. Udomawia niezwykle szybko. Wyjątkiem jest Kraków. Znów nie chce mi się do niego wracać. Czyż tutaj nie byłoby cudownie, gdybym się jeszcze trochę zaaklimatyzował? A koncerty dwa razy w miesiącu, na które umówiłem się z tym nowo poznanym wariatem, będą bardzo temu sprzyjać. Czy nie będzie żal odjeżdżać znów do zawsze obcego, już teraz znacznie bardziej obcego niż Radomsko Krakowa?

Czego ja chcę i czego chcę naprawdę?

A propos powyższego…