szuflada nocnego grajka

Długo w nocy stukają klawisze...

sen

Dzisiejszy sen fantastycznie sportretował obecny stan mojej psychiki w czasach nacisków, tęsknoty, mieszkania w cudzym domu, niepewności i uzależnienia materialnego od innych. Nadmienię jeszcze, że oglądałem przed zaśnięciem zakończony masakrą film Meet the Feebles o szmacianych kukłach, narkotykach, pornobiznesie i całą zgnilizną artystycznego światka wielkich amerykańskich miast.

Chodziłem do szkoły. Mieliśmy bardzo dziwną lekcję o narkotykach. Dostaliśmy przepisy na najróżniejsze substancje, powiedziano nam wszystko o szkodliwości zażywania owych substancji, po czym wraz ze składnikami potrzebnymi do ich sporządzenia wysłano nas do domu. Oczywiście, kiedy lekcja się skończyła, wszyscy zażyliśmy wyprodukowane przez nas prochy. Sen był na tyle realistyczny, że nie pamiętam dokładnie tego, co się działo potem. Tyle tylko do mojej świadomości doszło, że przez piwnice, korytarzami, wzdłuż których biegły rury wydostałem się jakoś na tyły szkoły (okazało się nią być moje liceum w Chełmie). I tu rozpoczęła się odyseja.

Miasto było pogrążone w półmroku, wszystkie budynki i staroświeckie latarnie zdawały się być krzywe, ludzie zaś i samochody poruszały się bezszelestnie i powoli, jakby centymetr nad ziemią. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Panował jakiś dziwny, bagienny zaduch, a w powietrzu unosiła się mgła, przez którą ledwie przebijały się światła mieszkań. Nie wiem dokąd szedłem ani czego szukałem. Czułem się całkowicie zagubiony i nieszczęśliwy. Nie pamiętam zbyt wiele. Pamiętam, że ktoś mi powiedział, a może był to tylko głos w mojej głowie, że mogę iść na skróty kanałami. Wszedłem więc w pierwszą napotkaną studzienkę kanalizacyjną i brnąc po kolana w szlamie, wdychając narkotyczne opary, sunąłem przed siebie. Gdy już wydawało mi się, że zaraz się uduszę, korytarz zaczął się podnosić i wyszedłem na ulicę, która wyglądała jak Lwowską, ale budynki były wyższe i pochylały się złowrogo nad brukowanym chodnikiem. Usłyszałem na górze hałas. Na balkonie na pierwszym piętrze jednej z kamieniczek stała kobieta w skórzanej, jaskrawoczerwonej kurtce. Balkon połączony był ze schodami prowadzącymi na ulicę. Kobieta mówiła rozpaczliwym tonem w stronę drzwi od balkonu, za którymi prawdopodobnie stało jej dziecko:
– Przepraszam cię, moje maleństwo, ja naprawdę już nie mogę. Nie wytrzymam ani chwili dłużej…
Poczułem do tej kobiety nagłe współczucie i pomyślałem, że muszę z nią porozmawiać, bo intuicja mówiła mi, że jesteśmy w podobnej sytuacji. Ale wtem przestąpiła ona balustradę i poleciała w dół. Upadła kilka metrów ode mnie martwa jak czerwony worek cementu albo kukła z Feeblesów. Poszedłem dalej.

Kiedy dotarłem do domu, wróciła mi pełna świadomość, zupełnie tak, jakbym się obudził. Opowiadałem mamie co zaszło. Kręciła głową, nic nie mówiąc. Po chwili pojawił się ojciec, który wrócił od babci zdenerwowany i powiedział, że babcia straciła przytomność i do wtorku na pewno umrze (babcia, jak pisałem na samym wstępie tego bloga, umarła późną jesienią). Zobaczywszy mnie, zaczął mi robić wyrzuty, że się szlajam nie wiadomo gdzie, zamiast ją odwiedzić i że teraz jest za późno. Próbowałem mu tłumaczyć, że to był jakiś sen i nie zdawałem sobie w nim sprawy z istnienia czegokolwiek, nawet babci.
– Tylko ze swojego istnienia zdajesz sobie sprawę, prawda?!- mówił swoim podniesionym, zirytowanym tonem. – Ważne są dla ciebie tylko jakieś kanały i samobójstwa obcych ludzi!
Wpadałem w coraz większą wściekłość. Przewróciłem stół.
– Gdybym wiedział, że z babcią tak źle, poszedłbym do niej!
– To było się dowiedzieć! Byłeś w mieście, nikt nie bronił ci wstąpić na chwilę po drodze!
– Ja nie wiedziałem co robię, rozumiesz? To był sen!
– To dlaczego nie przyśniło ci się, żeby pójść do babci? Tylko o sobie myślisz!
Kłócąc się z nim, zacząłem miotać się po kuchni rozwalając w bezsilnej złości wszystko, co mi wpadło w ręce.
– Tak, niszcz wszystko, niszcz – mimo, że zły, wydawał się panować nad sobą doskonale. – Udowodnij tym, że obchodzi cię cokolwiek poza tym, co roi się w twojej głowie.

Zadzwonił budzik. Obudziłem się z uczuciem straszliwej samotności, totalnym mętlikiem w głowie i wyrzutami sumienia, które tylko trochę zniwelowało uświadomienie sobie że jestem nie w Chełmie, a w Woli Blakowej i że babcia spoczywa w spokoju na cmentarzu pod lasem, gdzie szumią drzewa i księżyc świeci najjaśniej.

A propos powyższego…

1 Comment

  1. W sennym sklepiku dzisiaj wielka wyprzedaż…. po wieczność. Niebywała okazja.