Ja (leżąc na podłodze i patrząc na błękitne niebo za drzwiami na werandę):
Wielki Manitou stara się jak może, żeby sprostać temu, że dziś jest pierwszy dzień wiosny. Ale (patrząc na śnieg) kurwa, za późno! To trzeba było przygotować co najmniej tydzien wcześniej.

Miętus (bujając się w fotelu):
Nie mów tak do Wielkiego Manitou. Wszystko słyszy i zaraz coś cię trafi!

Ja:
Chyba piorun z jasnego nieba.

Miętus:
A być może. Ale na pewno zaraz sprawi, że się potkniesz albo się uderzysz…

Ja:
To na pewno przez to, że to teraz powiedziałem, miałem dwa wypadki samochodowe kilka lat temu.

Miętus:
Niee, Wielki Manitou potrafi działać poza czasem, ale działa wychowawczo. Klapsa dostaniesz teraz.

Ja:
Jak mam się potknąć albo uderzyć, skoro leżę?

Miętus:
Poczeka aż wstaniesz… (i nagle wywraca się z fotelem do tyłu)

Ja:
O, Wielki Manitou nie trafił…

…Pół godziny później…

Miętus (siedząc przy kompie):
Ooo! Internet mi działa!

Ja:
Mi też!*

*) cały przedwczorajszy dzień spędziliśmy na bezskutecznej próbie podzielenia sygnału internetowego pomiędzy oba komputery.

Miętus:
To dzięki temu, że właśnie wyłączyłem ten program, co mi go zainstalowałeś żeby internet chodził.

…Pół godziny później…

Ja:
Niee, ja myślę, że to Wielkiemu Manitou coś się popierdoliło. Zamiast zesłać na mnie odstającą klepkę czy sufit, włączył nam internet.

A propos powyższego…