Coraz mniej śniegu, a coraz więcej wody na drogach. Nawet gdy niebo pochmurne, to jakby wiosną patrzy na dół. Tylko na polach, jak się ze Lgoty do Woli Blakowej idzie, biało i na drodze i wokół. Człowiek czuje się jakby znikąd donikąd szedł, jakby pole, zima i drzewa w nim też truchlały jakby w oczekiwaniu na coś, szumiały jakoś nieśmiało, urywanie, jakby się czegoś bały.

Ale i ten śnieg stopnieje. Wkrótce i w piecu nie trzeba będzie palić. Ciepło rozejdzie się po całej Miętusowej chałupie, może nawet i do mojego pokoju dojdzie?

Jak to jest z tym prawem przyczyny i skutku? Niby wszystko to ma sens – kiedy ustaje przyczyna, ustaje skutek, kiedy trwa przyczyna – skutek tak samo. Ale czasem, na zdrowy rozum, to nie wiadomo co przyczyną jest, a co skutkiem. A z ludźmi to już szczególnie. Czy to jest tak, że jak wesoło, to się każdy uśmiecha i lepszy jest dla innych, czy odwrotnie – kiedy ludzie są lepsi, to i weselej jest na duszy?

Wiem, wiem. Rozumem tego nie zgłębisz. Posiedzisz codziennie po trochu na poduszce pod oknem, twarzą do ściany, to coraz więcej pojmiesz. Ale czasem chce się człowiekowi podumać i porozkminiać, to duma i kmini… Aby uważać, żeby nie wierzyć w to co się wyduma tak po prostu, jak się wierzy w to, co się zobaczy czy wymedytuje. Bo wydumać można tak samo to, jak i coś przeciwnego.

Coraz bardziej mi się tu podoba. Radomsko to dziura, jakich mało. Ale myślę tak chyba przede wszystkim dlatego, że mnie Kraków pod pewnymi względami rozpieścił. Zachciało mi się na przykład dzisiaj kotletów sojowych i po całym centrum, w siedmiu sklepach szukać musiałem.

I czas inaczej tu jakoś płynie. Co sobie zaplanuję chodzenia i załatwiania na trzy godziny, to ledwo półtora zleci i już wszystko cacy. Tyle, że autobus na wieś dopiero za dwie godziny. I człowiek ma mnóstwo czasu na powałęsanie się po miasteczku, zaznajomienie się z ulicami, z tutejszą poetyką… Czasu jest sporo nawet, kiedy go nie powinno być.

Zapytałem kobity gdzie jest Urząd Pracy. A ona na to:
– Uuu, to daleko. Ale podwiozę pana, bo przejeżdżam tamtędy do pracy. Niech pan wsiada. – i tak się rozszczebiotała, i tak była do pomocy chętna, że wsiadłem, otrzepałem buty ze śniegu i zamknąłem drzwi. To ona od razu: A skąd? A po co do Radomska, a gdzie tu pracę znaleźć, bo to mała mieścina i nie bardzo tutaj, ale w branży graficznej to rzeczywiście może i coś się da, bo się to rozwija. A że jej syn to też dziennikarstwo w Krakowie studiuje i pracuje w radiu studenckim, tym samym co ja, jakiż ten świat mały! I Bartek mu na imię i ma długie włosy. To ja go znam? No proszę, co za przypadek niesamowity! Znana osobistość w studenckich kręgach? Ale jemu to na nazwisko inaczej, to nie on jednak. Ale to nic, i tak nieźle. O, tu już Urząd Pracy.
– E, to nie tak daleko, dwie ulice żeśmy przejechali, z kilometr najwyżej.
– No, nie tak blisko.
Ale naprawdę, wróciłem potem znów w to samo miejsce, gdzie ją spotkałem w niecałe 15 minut.

I tak to w tym miasteczku się kręci.

A propos powyższego…