Yes, I’m walkin’ down the highway
With my suitcase in my hand.
Lord, I really miss my baby,
She’s in some far-off land.

Żaden dom, nawet mieszkanie, które chciałbym kupić, nie będzie moim domem, póki na wieszaku nie będzie czerwienić się Jej płaszczyk, póki wszędzie nie będą wisieć, leżec i stać w kubeczku z Kubusiem Puchatkiem Jej śmieszne ołówki, póki na balkonie nie będą wesoło powiewać Jej kolorowe, mokre ubranka, póki Jej pachnące kremiki nie będą stać na półeczce przy łóżku i póki Jej obecność nie będzie wyczuwalna w każdym centymetrze kwadratowym powietrza, zsyłając na mnie uspokojenie i poczucie, że mimo, iż jestem w drodze, jestem jednocześnie u jej kresu.

I nie pomogą żadne moje figurki, wisiorki, obrazki i zdjęcia w każdym kącie pokoiku, w którym teraz siedzę, pokoiku cudownego, drewnianego lecz zawsze cudzego domku w Woli Blakowej.

A propos powyższego…