Mógłbym być stróżem w jakiejś wieży na rubieżach i patrzeć godzinami w zaśnieżony, płaski horyzont.

Mógłbym siedzieć przy piecu, wtrącony w siebie jak w głęboką studnię, w ciszy, zapomniany przez Boga, i byłoby mi dobrze.

Mógłbym wychodzić po drewno, uśmiechać się do kobiety sprzedającej w sklepie i znikać.

Odczuwać naturę bardziej – nawet jako zimę stulecia lub huragan.

Tak jest lepiej.

Miętus powiedział, że w mieście asfalt jest zawsze czarny.

Polski las, norweski las…

Zostanę druidem.

A propos powyższego…