Zapomniałem już jakie to miasto jest wielkie, szczególnie pod pogodnym, wieczornym niebem. Idąc w stronę stacji metra „Politechnika” rzuciłem okiem na Rivierę i Mikrusa. Już nikt ze znajomych tam nie mieszka. Te miejsca stały się w pewien sposób obce, choć wywołują wciąż żywe wspomnienia z moich dawnych tam pobytów.

U Małej zastałem tylko Andrzeja, Miętusa oraz Piotrasa z jego dziewczyną. Reszta się nie pojawia, jak na razie.
A Karolinka odleciała, jej samolot rozbłysnął jeszcze na niebie jak spadająca gwiazda. Świat jest inny. Widok jej drobnej postaci w czerwonej kurteczce, machającej nam na pożegnanie, przeszedł w mojej głowie do legendy, starożytnej baśni, która w odpowiednim czasie powróci, by znów wypełnić mój świat.

Pozostają smsy, listy i inne nowoczesne środki komunikacji – jak mistyczny kontakt z nadprzyrodzonym, jak rytuał wypełniający życie kapłana, który poświęcił się jakiemuś bóstwu.

A propos powyższego…