Oto jedna z ostatnich nocy z Karolinką przed jej wyjazdem do Portugalii. Łatwiej znieść rozstanie, kiedy nie patrzy się na nie jako na coś, co ma przyjść w sobotę i trwać 4 miesiące lecz jak na zwykłą, choć długą przerwę w bezpośrednich kontaktach. Łatwiej, co nie znaczy, że łatwo… Tym bardziej, że przez ostatnie kilka miesięcy zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy.

*
Koło Woli Blakowej leży miasteczko o nazwie Radomsko. Tam właśnie jadę w środę na poważną i ostateczną rozmowę w sprawie pracy. Ostateczną. Jeśli będą w stanie zapewnić mi źródło utrzymania, przeprowadzam się.

Nie chcę robić sobie nadziei, wyobrażać sobie zbyt wiele, ale do tego stopnia ekscytuje mnie myśl o niezbyt ciężkiej dla mnie pracy grafika domowego w tym prawie wymarzonym dla mnie miasteczku, niedaleko starego druha Miętusa, któremu tę pracę bym zawdzięczał oraz jego czarodziejskiego domku w Woli Blakowej, w którego zatrzymaniu będę mógł mu pomóc, że nie mogę spać.

I wiem, że nigdy nie wiadomo co jest dobre, a co złe. Pogrążam się w marzeniach, chociaż wiem, że one pękają jak bańka mydlana bez względu na to, czy się spełnią, czy nie.

Moim marzeniem, które żyje cały czas i nie podlega żadnemu pękaniu jesteśmy my – ja i Karolinka. W tym marzeniu jestem pogrążony po uszy i nawet się nie zastanawiam nad sensem lub bezsensem tego, bo to samo w sobie sens stanowi.

A propos powyższego…