Potem, każdego dnia od nowa zrywamy owoc z drzewa poznania. Odpychamy od siebie zło, lgniemy do tego, co dobre i w tej nigdy niekończącej się walce krzepną nasze spojrzenia, nasze słowa nabierają szorstkości, a my zanurzamy się w odmętach dnia. Na koniec, zmęczeni walką, samotni, odpływamy ze świata płonącą łodzią wieczoru, by przez noc zapomnieć wszystko, co nam się zdarzyło i następnego poranka znów ze zdumieniem otworzyć oczy.

A propos powyższego…