Czy istnieje na świecie jakieś miasteczko buddyjskie podobne do żydowskich miasteczek z opowiadań Izaaka Singera? Miasteczko, gdzie byłby dom nauki z kursami medytacji i biblioteką do studiowania sutr i mądrych książek, gdzie byłby dom modlitwy, w którym zawsze panuje cisza, a w głównej sali przy ścianach są rozłożone maty i poduszki, gdzie każdy może przyjść i usiąść o właściwej dla siebie porze. Dla tych, którzy mają mniej samodyscypliny organizowane są codzienne medytacje zbiorowe, o różnych godzinach, na które, jeśli się przyszło raz, głupio przestać chodzić. W takim miasteczku zawsze mieszka przynajmniej jeden nauczyciel-mistrz, do którego – jak do rabina – można się zawsze zwrócić, i który co tydzień w domu nauki daje wykład… Rozmarzyłem się…

A propos powyższego…