Czasami zdarza się taki piękny, grudniowy poranek, trochę jak z piosenki „Famous Blue Raincoat” Cohena. Siedzę w fotelu obok łóżka i czytam Karolince książkę. W pokoju jest szaro, szarość gromadzi się w każdym kącie, w zakamarkach pościeli, w rysach twarzy, pod stołem… Panuje Cisza – ta prawdziwa, o którą tak trudno w tym mieście… wszystkie meble i sprzęty pogrążone są w czujnym śnie. Mówimy półgłosem, chociaż nikogo oprócz nas tutaj nie ma…

A propos powyższego…