Tak już marzymy o swoim domku, który może za 5, może za 10 lat będziemy mieli, a może ten czas nie nastąpi nigdy. A jak nasze marzenia nie idą czasami wspólnym torem, kłócimy się, czasem nawet bardzo poważnie o to, czego wcale przecież nie ma. Bardzo wyraźnie widzimy siebie na ganku, w kuchni czy w pokoju, przy kominku, gdzieś w drewnianym domku lub nawet zwykłym, ale sporym i dobrze zaopatrzonym mieszkaniu. Nawet czekamy z niecierpliwością na grę The Sims 2, w której można zbudować swój dom, wprowadzić do niego ludziki reprezentujące nas i bawić się w życie.

Na samym początku kupimy dużą wannę i duże łóżko. 3 na 2 metry. Mocne, żeby było można po nim skakać aż pod sufit. Reszta to sprawa drugorzędna. Łazienka i sypialnia muszą być na tyle duże, żeby to wszystko się zmieściło. W sypialni będzie królestwo Karoliny. Ja będę miał swój mały, obłożony drewnem gabinecik z komputerem, bo Karolina nie chce żeby komputer był tam gdzie ona będzie spać. Musi być też pokój dla dziecka, na które ja jeszcze całkiem gotów nie jestem, ale jeszcze mniej gotów jestem na to, żeby dzielić z nim miejsce pracy. Muszę mieć taki kąt, gdzie będę mógł zamknąć się na 4 spusty. I nie chcę, żeby był to garaż.

Czasami zdarzają mi się mgliste wizje mieszkania w zadymionej kawalerce gdzieś w centrum jazgotliwego miasta. Albo jakieś nieszczęścia. Życie samotne i biedne. Ale to wszystko jest takie niewyraźne… Czasem się boję, bo przecież wielkie szczęście jest tak samo prawdopodobne jak wielkie nieszczęście, a tego ostatniego zdaję się nie brać za bardzo pod uwagę. Zobaczymy co będzie.

A propos powyższego…