Słyszeć w nagraniach Jego głos – ten w pełni sił i ten schorowany, ale przeważnie energiczny i wesoły, np. na koncercie własnych piosenek w Przemyślu. Wtedy już inni śpiewali te utwory. A On słuchał, starał się wykrzykiwać życzenia i podziękowania, zatykając zapewne z całej siły otwór w szyi. Pod koniec koncertu już nie było Go prawie słychać. Tych, którzy wtedy śpiewali słychać będzie jeszcze bardzo długo.

Trzeba było jechać wtedy do Przemyśla. Byłem we Francji, chociaż nie specjalnie chciało mi się tam jechać i nie specjalnie dobrze się tam czułem.

Wtedy jeszcze wszyscy mieli nadzieję. Nie tylko na życie. Na śpiewanie.

Pozostają mi zdjęcia robione przez Grabi jej cudownym aparatem, nagrania, wyobraźnia i żal.

Kilka dni temu ktoś ukradł aparat Grabi. Właśnie teraz. Nie będzie zdjęć z pogrzebu. Jej wspaniała strona ze wspaniałymi fotografiami tkwi w sieci nieruchomo. Czeka na lepsze czasy.

*
2001 – Grabi robi zdjęcia, Jacek Kaczmarski koncertuje.

2003 – Jacek Kaczmarski zdrowieje. Siedzi przy balustradzie, słuchając rozpromieniony koncertu. Ludzie śpiewają jego piosenki. Wszyscy są podekscytowani obecnością Mistrza, artyści mają większą niż zwykle tremę, Grabi fotografuje. To bardzo ważny wieczór w ich życiu.

2004 – Prochy Jacka Kaczmarskiego lądują w dole. Grabi, nawet gdyby chciała, nie ma już czym robić zdjęć.

A propos powyższego…