Ciało, Umysł, Duch

najnowsze

o uspokojeniach, pasjach i inspiracjach

Dziękuję Wam, kochani, za Waszą obecność i za miłe słowa. Cieszę się, że moje pisaniny mogą posłużyć do poprawienia nastroju. Ja też ostatnio czytam właściwie tylko to, co mnie inspiruje, uspokaja, pokrzepia i daje pozytywnego kopa. W takim stanie mogę zrobić coś naprawdę przemyślanego i pożytecznego. I myślę sobie czasem jak dużo traciłem w tak niedawnych jeszcze czasach, gdy coś blokowało mnie przed słownym wyrażaniem radości, sympatii, entuzjazmu i innych fajnych uczuć wprost pod właściwy adres. Odmawiałem tego innym, ale też sobie.

Ostatni wpis powstał tak naprawdę dwa tygodnie temu. Mam czasami fazę i piszę tak dużo, że wolę publikować to w odcinkach. W międzyczasie moje plecy znalazły sobie ciekawsze zajęcie niż “bolenie”. Jest nim ścisłe przyleganie do miękkiego oparcia sofy podczas oglądania “Dr House’a”. Rzeczywiście – zrzuciłem ostatnio ze swojej codzienności sporo ciężaru, którego dźwigać nie chciałem. A to, czego nie zrzuciłem, przygarnąłem jako swoje i zaprzyjaźniłem się z tym. Przyczyna ustała, wywoływacze takie jak noszenie drewna, nie idealnie wygodne siedzenie w samochodzie itp. nie działają już na mnie, tak jak i na większość szczęśliwie zdrowych posiadaczy pleców. Teraz trudniejsze zadanie przede mną – sprawić, by ta zmiana była trwała.

Udała nam się też nowa znajomość i wieczór przy długiej rozmowie o sprawach wiecznie aktualnych, szczera, niezwykle inspirująca, pełna energii, pasjonująca i zostająca w pamięci. A wszystko to w starym poniemieckim siedlisku na totalnym odludziu po drugiej stronie Olsztyna, które chcieliśmy obejrzeć. Też sobie niedługo takie sprawimy! Spotkanie z kimś, kto potrafi i chce zgłębiać jakiś ważny temat choćby w nieskończoność, nie przerywając w najciekawszym momencie brutalnym: “Ale się poważnie zrobiło!” lub czymś podobnym, to dla mnie jak znalezienie źródła po długiej wędrówce na pustyni. Wymiana postów i innych e-maili przez Internet się nie liczy. Pisałem już o tym wcześniej.

W następnym (?) poście stary ancykryst nocny grajek zagłębi się w… żywoty świętych. Bo do niedawna myślałem, że katolicyzm jednoznacznie nazywa wszelką wiarę w potęgę ludzkiego umysłu i ducha pychą, każe swoim wyznawcom sypać głowę popiołem i być marnością nad marnościami. A tu się okazuje, że są kościelne argumenty na to, że jest to bzdura, nadająca się tylko do usprawiedliwiania własnego lenistwa, braku odwagi i pogardy dla siebie i własnego gatunku. Byli nawet w średniowieczu tacy chrześcijanie, którzy wierzyli w to, że choć Bóg nie uczynił człowieka sobą, to uczynił zeń istotę po stokroć potężniejszą niż niektórzy potrafią zaakceptować i sobie wyobrazić. I przynajmniej jedną z głoszących takie rewelacje osób Kościół Katolicki uczynił świętą…

o tym, że cokolwiek myślisz o swoim życiu, masz rację i o tym co mnie łupie w kręgosłupie

Był czas, gdy uważałem, że nie mam żadnej mocy. Że świat jest wymagającym polem bitwy, tworem twardym, nieustępliwym i zależnym ode mnie co najwyżej w części jednej sześciomiliardowej, czyli żadnej. Myślałem, że toczę wojnę. I wiecie co? Naprawdę toczyłem wojnę. Z twardym, nieustępliwym światem. Nie miałem żadnej mocy. Miałem zupełną rację co do własnego miejsca w świecie i co do tego czym on jest, a kolejne doświadczenia utwierdzały mnie w tym przekonaniu.

Dziś nie za bardzo odczuwam obecność “świata” pojmowanego w taki sposób. Świat tworzy się wraz z życiem. Świat jest życiem. A ono wynika ze mnie. Kiedy kocham – jest piękne. Kiedy nienawidzę – gaśnie. Poczuciem winy ściągam na siebie karę, uczuciem szczęścia – szczęście. Kiedy krytykuję – przyciągam krytykę, kiedy dzielę się dobrym słowem, przyciągam dobre słowo. Mam lub mogę mieć wszystko, co – jak głęboko wierzę – należy mi się. To, do czego nie daję sobie prawa – pozostaje nieosiągalne. Kiedy o czymś dużo i intensywnie myślę – to się objawia. I wiecie co? Też mam rację. Dlatego wbrew wszelkim racjonalnym przewidywaniom mieszkam w domku nad jeziorem, choć nie chodzę do pracy i żyję tylko z tego, co najbardziej lubię tworzyć i wymyślać. Dlatego mam cudowną, piękną żonę o niezwykłej mądrości i wiedzy, choć nie zawsze ta sama żona była dla mnie piękna i mądra. Ale też dlatego od tygodni nieustannie boli mnie kręgosłup, choć wcześniej już mnie nie bolał, dlatego podczas ostatnich wojaży urwano mi lusterko od samochodu, choć wcześniej nigdy nic mi się takiego nie przydarzało. Dlatego cudze narzekanie i złe słowa pod jakimkolwiek adresem potrafią popsuć mi nastrój na dłuższy czas, choć zdaję sobie sprawę, że nie mają one nic wspólnego z moim życiem i moją wdzięcznością za świat, w którym niczego nie brak i w którym można osiągnąć wszystko.

Żadna z tych wspaniałości i trudności nie przychodzi do mnie przypadkiem, ani jako nagroda czy kara za cokolwiek. Wspaniałości są naturalne – ten świat, życie obfituje we wszystko, co tylko można sobie wymarzyć. Za życie i za świat należy się tylko wdzięczność. Trudności pokazują mi że gdzieś stawiam sobie przeszkody, że czegoś nie chcę wiedzieć, zaakceptować, przyjąć, że gdzieś na to swoje życie się zamykam. I będą trwać i powtarzać się, póki nie znajdę tego, co oznaczają.

I za urwane lusterko, za ból kręgosłupa, za ludzi, których nie lubię też jestem wdzięczny, choć ciężko mi przychodzi świadomość tego co za tym może stać. Ale znajdę to, uświadomię sobie to, czego dziś nie wiem, zaakceptuję coś i wtedy wyleczę te plecy raz na zawsze, a ludzie, których ciężko znoszę pójdą straszyć gdzieś indziej.

To zresztą już się dzieje. Właśnie dzięki temu, że boli.  Na świecie istnieje  ponoć ok. 60 osób, które nie czują bólu i jest to straszna choroba. Przypomnijcie sobie Pinokia, który stracił nogi, bo nie czuł, że zajęły się od pieca.

o nieszczęściach potrzebnych do szczęścia

Trudno jest nie być ofiarą okoliczności, losu, przypadku, Boga, Szatana, prawa karmy, ludzi, świata, Polski i tzw. “ułomnej ludzkiej kondycji”. Trudno, bo jeśli się nią nie jest, bierze się świadomie odpowiedzialność za wszystko. To są drzwi do nieograniczonej mocy jaka w nas drzemie. Chrześcijanie mówią, że zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga. Myślę, że nie chodzi tu o to, że Jezus też miał ręce i nogi. Chodzi o to, że my też mamy nieograniczoną moc kreacji. Kreacji własnego życia. I nieograniczoną wolność.

Jedyne bariery jakie stoją przede mną, postawiłem ja sam. Cały ból, jaki mi się przydarzył, wynikał z tego, co we mnie. Będąc tego głęboko świadomym, łatwo mi było stać się z kolei ofiarą samego siebie. Dlatego uczę się akceptować siebie i kochać. Bo wszystko co się dzieje, służy temu, żebym wzrastał i był szczęśliwy. Pytanie: “Jak może istnieć dobry wszechmocny Bóg, skoro jest tyle nieszczęść” jest bez sensu. Nie ma nieszczęść. Są mniej lub bardziej dosadne komunikaty, jakie nam daje życie. I jest nasza niezgoda na te z nich, które nazywamy nieszczęściami. Niezgoda całkiem zrozumiała, bo to bardzo trudna sprawa by była – tak wszystko zawsze akceptować z pokorą. Są tacy, którzy potrafią i ja ich bardzo podziwiam. Często jednak przyciągamy do siebie takie doświadczenia, które przerastają naszą zdolność do wzięcia za nie odpowiedzialności, wyciągnięcia nauki i zrobienia dzięki nim kroku naprzód. To samo tyczy się mnie. Czasem użalam się nad sobą, innym razem coś zmieniam i działam.

Tak zwane “nieszczęście”, ból, choroba, niefortunny zbieg okoliczności, wypadek, poczucie braku perspektyw, niemocy, zniewolenia – to wszystko jest wołaniem o to, żeby coś zmienić. Im bardziej dotkliwie to odczuwamy, tym ważniejsza jest sprawa i tym większej zmiany w myśleniu czy w postrzeganiu musimy dokonać. I tylko temu służy skala “nieszczęścia”. Nie temu, żebyśmy głośniej narzekali, tylko temu, żebyśmy głębiej szukali i bardziej się za siebie wzięli.

o niemalże wiosennej niedzieli na wsi i o rusałkach w kościele

W małym kościółku kameralna msza, trochę dla dzieci, trochę dla dorosłych. Taka, jaką pamiętam z dzieciństwa. W kazaniu skierowanym do najmłodszych proboszcz porównał rozwój człowieka do przepoczwarzania się gąsienicy w pięknego motyla. Wysoko pod sklepieniem o kolorowy witraż obijało się kilka przykładowych egzemplarzy, chyba rusałek. Dojrzały po to, by umrzeć tu z głodu.

Nie wierzę, że zwierzęta są pozbawione duszy, jak utrzymuje wielu chrześcijan (i Kartezjusz, a za nim, świadomie lub nie, większość członków naszej cywilizacji). Wszystko przenika ten sam duch, a cierpienie i ból odbierane przez układ nerwowy są cierpieniem i bólem bez względu na to, czy dotyczą człowieka czy motyla. Coś we mnie bardzo buntowało się przeciwko losowi rusałek z wiejskiego kościółka. Coś innego mówiło mi jednak, że taki jest porządek ich życia, takie są prawa natury. Pomyślałem sobie, że one nie mają chyba na szczęście świadomości beznadziejności swojego położenia i dlatego mimo wszystko nie da się porównać ich sytuacji z sytuacją beznadziejnie uwięzionego i pozbawionego środków do życia, umierającego z głodu człowieka. Wierzę, że życie jest częścią nie mającej początku wędrówki. Te motyle nie były na najszczęśliwszym etapie i moja modlitwa popłynęła w kierunku radośniejszej manifestacji ich kolejnych żywotów.

Lody pomału topnieją. Jezioro ma kolor cyny. Wciąż można po nim chodzić. Warstwy śniegu rozmarzają i zamarzają znów, wrastając w lodową pokrywę, dzięki czemu lodu raczej przyrasta niż ubywa. Nie jest jednak zbyt miło zapadać się co chwila w dziesięciocentymetrową breję. Znacznie fajniej jest leżeć sobie w pełnym słońcu na drewnianym pomoście, chłonąc nadchodzącą wiosnę.

Gdyby mi ktoś dwa lata temu powiedział, że w ostatni dzień lutego 2010 r. pójdę do kościoła, a potem powygrzewam się w słońcu na pomoście przy jeziorze koło domu, nie uwierzyłbym.

Jest takie jedno uczucie, które sprawia, że czuję się zupełnie szczęśliwy. Jest nim wdzięczność.

o ścieżce nie dość że wąskiej, to jeszcze za krzakami

Każdy ma życie takie, jakie sam sobie – świadomie lub nieświadomie – wybiera chwila po chwili. Nie ma jednego, obiektywnego świata, w którym musimy żyć, czy chcemy czy nie. Dla każdego ten świat jest inny, a to jaki jest mój, zależy tylko ode mnie i od nikogo innego.

Całkiem niedawno uwierzyłem w to, że tak jest. Na słowo, bez dowodów, na kredyt. I od tego czasu, kiedy zamiast narzekać i walczyć, zacząłem przyczyn wszelkich własnych niepowodzeń i złych zdarzeń bez wytchnienia szukać w sobie samym, we własnych myślach, w swoich wyborach, uczuciach, emocjach, w swoim stosunku do ludzi i – przede wszystkim – do siebie samego, szukać głęboko, zarówno samemu, jak i przy pomocy cudownych, mądrych ludzi, których mam honor i przyjemność znać, szukać z niezmiennym założeniem, że one tam są; od tego czasu dokonuję przedziwnych i zaskakujących odkryć. I wiele niegdyś niewyjaśnialnych rzeczy staje się jasnych.

o tym jak można prosto, a pięknie

Słucham sobie dziś płyt, które dostałem od kolegi i nagle…

Pomyśl Ty czasem o innych,
czasem też dla nich coś zrób.
Gdybyś tak kogoś szczęśliwszym
uczynił choćby o ciut…

Świata to pewnie nie zmieni,
a co najwyżej Ciebie
i może coś tam przybędzie
na Twoim koncie w niebie.

Co warte inaczej całe to Twoje istnienie,
jeśli Ty żyjesz tylko sam dla siebie
i jeśli nie chodzi po tej ziemi żaden człowiek,
któremu serce drgnie na myśl o Tobie?

Głupcom głupotę ich wybacz,
no po co zaraz się tak złościć.
Odpuść i tym co zasiali
nienawiść w sercu Twoim.

Żonie kup kwiaty na Solnym na przykład,
nie musisz zaraz gwiazdki z nieba,
i chroń tę Waszą świętą bliskość -
pielęgnuj, dbaj, podlewaj

I przypominaj sobie, przypominaj,
tak łatwo się zapomina
o tym, co ważne, dobre, mądre,
z pozoru drobne.

Waldemar Śmiałkowski, Przypominanie

Śpij
Rankiem gdy się zbudzisz
Znajdziesz na poduszce lalkę lub pajaca
Śpij
Jutro pójdziesz do ludzi
Będziesz się uczyć wybaczać i dawać

Nie kupi ci tata karabinów i czołgów
Samochodów pancernych podwodnych łodzi
Ołowianych żołnierzy pistoletów bombowców
bo tata nie z tego jest świata

Śpij
Nabieraj sił
Na wszystkie naiwne i trudne pytania.
Śpij
Gdy obudzisz się – żyj
Postaraj się być częścią tego świata

Waldemar Śmiałkowski, Kołysanka dla Mateusza

Sami posłuchajcie – http://www.myspace.com/waldemarsmialkowski

Film WFM na kanale Białego Domu!

Spotkało nas nie lada wyróżnienie. Ostatni film Wytwórni Filmów Małogabarytowych pojawił się na YouTube’owej stronie Białego Domu! Zapraszamy do kliknięcia na obrazek wszystkich, którzy chcą się o tym przekonać na własne oczy!

o starych kasetach Babci

Zdartych kaset z występami Jana Pietrzaka słuchałem w dzieciństwie u Babci. Pamiętam jak Dziadek kazał mi ściszyć to, żeby nikt nie usłyszał czego słuchamy. W czeluściach mojego twardego dysku znalazłem dziś przez przypadek to nagranie:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Pamiętam słowa. Przechodzą mnie ciary, kiedy tego słucham. Wielkie były to pieśni…

Rzeszów. Ilustrowany Przewodnik po Galicyi

W ramach Wytwórni Filmów Małogabarytowych dokonaliśmy ostatnio ekranizacji przedwojennego przewodnika po Galicji, a właściwie jedynie stron poświęconych Rzeszowowi. Zapraszam na seans:

Na Wirwajdy

Pojechałem przez Wirwajdy,
Sporo z tego mając frajdy:
Droga krótsza, chociaż chudsza,
Patrzeć żeby nie wpaść w rów trza.